Menu

Jestem nudna i dobrze mi z tym!

I piszę nie przejmując się słowami...

Wciąż piijane wpisy.

kpina_ze_swiata

Zawsze powinnam być pijana. Jestem wtedy znacznie bardziej otwarta na ludzi.

Właśnie zgodziłam się iść na koncert disco polo, którego nie cierpię, z koleżankami, które niezbyt lubię i zaprosiłam na to autobusowego podrywacza, który mnie wkurwia. A i jeszcze wysłałam zaproszenie do znajomych kolesiowi, który podobał mi się, gdy jeszcze chodził ze mną na studia, a teraz zastanawiam się, czy i co do niego napisać.

W takich chwilach zawsze mam wrażenie, że Ci (popularni) ludzie obgadają mnie za plecami. "Ej, kurwa, ta świruska do mnie pisze, lol!".

I co bym mu miała napisać? "Siema, siema, pamiętasz mnie?"? "Nie udało nam się bliżej poznać, kiedy byliśmy razem na studiach, ale zawsze pamiętałeś moje imię i to mnie w Tobie ujęło"? "Niby się znamy, ale chyba mój dekolt mówił zwykle o mnie więcej, niż ja sama, to teraz się przedstawię: jestem nudna. Diabelnie nudna. Zakompleksiona, a jednocześnie zadufana w sobie. Pewnie będziesz wstydził się ze mną pokazać, bo faceci tacy jak Ty nigdy nie patrzą na dziewczyny takie jak ja i jestem skazana na dziwolągi meneli, ale to w sumie lepiej, bo nie lubię imprez i wolę Ci obciągnąć gdzieś w krzakach. Broń Boże nie u mnie w domu, bo jeszcze okażesz się zboczeńcem. I tak btw znam tylko trzy ruchy, których nauczyłam się przy moim jedynym chłopaku, tak więc - czeka Cię ostra jazda!"?

Jak pierdolnięta muszę być, skoro rozważam wysłanie mu tego? Ciekawi mnie, co by odpisał.

Szczególnie gdyby dowiedział się, że mogę się poryczeć podczas tego loda, bo jego fiut za bardzo przypominałby mojego byłego.

Wszystkie chuje są takie same.

Jak mniemam...

A moja znajoma - Sylwienna - mówi, żebym obejrzała sobie pornosy. Dla odstresowania.

Zaprosiłam chłopaka na koncert. Moja matka by chyba spłonęła. Bo przecież kobiecie nie wypada!

Hmm, jeśli pójdę na ten koncert trzeźwa, nie będę się dobrze bawić. Ale jeśli za bardzo się ubzdryngolę, mogę stracić kontrolę nad tym co robię i potem żałować swoich pijackich wybryków.
Na przykład jeśli wrócę do domu i napiszę do tego przystojniaczka ze studiów...

Pijaane wpisy 101

kpina_ze_swiata

Moja matka pije po to, żeby zasnąć. Nie rozumiem tego. Omija ją zamroczenie alkoholowe, które jest cudoooown!e

Kocham to zamroczenie. Przy podmywaniu się prawie zrobiłam sobie analną palcównę. I prawie odpadła mi głowa, kiedy myślałam o cudooowności alkoholu.

Hihihi, napisałam palcówę przez "n" :D

Śmieszy mnie to, bo piszę od dziecka. Serio, zawesze wiedziałam, że właśnie to chcę robić. I dlatego pisanie na klawiaturze, nawet po pijaku, nawet po TAKIM pijaku nie przysparza mi większych problemów. I nawet wtedy wiem, by poprawiać błędy. Przynajmniej te, które nie tworzą fajnego efektu. Na przykład teraz zapomniałam napisał "f" przy "fajnego". A potem nie zrobiłam spacji przy "zapomniałam" i wyszło mi "terazz". A potem napisałam "zapomniełam", ale to nie jest tak zabawne (kabawne) jak "palcówna", więc to skasowałam. Bo taka jestem cholernie idealna. I ideanalna też.

Zdaję sobie sprawę, że jestem trudnym człowiekiem. Ukształtowanym przez zwykłe dzieciństwo. Takie wiecie, bez wspomnień sałatki (załatki) makaronowej.

 Saatka3

Kocham Amerykanów. Zrobią majtki z sałatką makaronową.

A szukając tego cytatu, znalazłam to:

Bitch, please. I to na tle iRyja, kurwa! Tak jakbyście specjalnie chcieli, bym wami gardziła!

To nie tak, że ludzie mają nudne życie. Bo co, bo robienie sobie 80 foci dziennie, bo lubienie wszystkich supergłębokich cytatów z nikogo sprawia, że Twoje życie nie jest nudne? Że jesteś aktywną fotograficzką interesującą się literaturą? Bycze gówno.

Moje życie jest nudne. Przyznaję się bez bicia. I nie widzę potrzeby, by wtrącać się w to, czy Twój "słitheart", o przepraszam "#słitheart" jest z Tobą akutalnie w związku, czy puka się w głowę, widząc Twoje hasztagowe, tęskne wpisy.
I wiesz co jeszcze? Jaka jest różnica, między tym, że ktoś wtrąca się w Twoje życie - bo może ewidentnie popełniasz błąd, a ludzie którzy, z nieznanych mi przyczyn, troszczą się o Ciebie, chcą Cię przed tym ostrzec - a tym, że Ty siedzisz na pudelku i podniecasz się tym, że Sosze (bo tak się odmienia wyraz "Socha") widać szparkę, gdy wysiada z limuzyny? Czy nie sądzisz, że w takim razie Twoje życie też jest nudne? Czy kiedy ktoś jest osobą publiczną, to wypatrywanie jego szparki wśród wymodlonego cellulitu nagle staje się "hobby" i "zaangażowaniem"?

Iiii leci hejcik.

Przepraszam wszystkie osoby, które nie są takie pełne pozłacanych myśli. Ale wkurwia mnie, tak, wkurwia, ten współczesny świat rozpieszczonych dzieciaków, które twierdzą, że zbieranie iGadżetów to pasja, a strzelanie sobie 80 foci to pasja fotograficzna, a kupowanie sobie 300 bluzeczek i 200 tuszujących paskudny ryj podkładów to zainteresowanie modą i makijażem.

Czekam na hejcik. Tylko jeszcze rąbnę kolejny kieliszek.

A miałam pisać o sobie i moim postnoodlowym  perfekcjonizmie.

A chuj, to i tak nie zmieni serii "jesteś żałosna", która pojawiłaby się, gdyby ktoś mnie czytał.

Strzałka, maleńcy.

Rozstanie

kpina_ze_swiata

Rozstałam się z chłopakiem. Za obopólną zgodą - ponoć to cud w świecie związków. Osobiście nie mam pojęcia, bo był to mój pierwszy i jedyny chłopak.
Niektórzy czytelnicy mogą zakrzyknąć "O święty tuńczyku, czytam bloga czternastolatki! Exit, exit, EXIT". Nie. Nie mam czternastu lat. Mam dwadzieścia i pół. To pół jest istotne, bo kiedy w przypływie nastroju "Na chuj mi on, jestem młoda, ładna, piekę ciasta i używam dezodorantu, szmaty" chciałam założyć sobie konto na portalu dla singli. Okazało się, że muszę mieć skończone dwadzieścia jeden lat. Nie zamierzam kłamać na swoim profilu (kiedy to piszę, zaczynam zdawać sobie sprawę, że chyba jestem tym świętym Graalem, o którym tak wszyscy gadają), wobec czego zostałam skazana na kontakt bezpośredni. Cholera jasna, jestem w nim tragiczna.

milky

Ale po kolei. Teraz zamierzam opisać swój trzyipółletni związek. Nie ma na to szans, zważywszy na fakt, że jedno zdanie zajmuje mi pół strony. A poza tym, mam ze Słoniem mnóstwo wspaniałych wspomnień. (Na przykład to, że kiedyś nadałam mu przezwisko Pan Słoń, bo zapytałam, czy założyłby sobie na członka rurę od odkurzacza i zaczął nią kręcić jak człowiek-słoń).
Naprawdę. Dobrze nam razem było. Więc co się stało? Kiedyś słyszałam, że miłość nie może trwać więcej niż trzy lata, bo namiętność się wypala. Nasza namiętność się nie wypaliła, o nie. Wypaliło się za to wszystko inne, łącznie z nami - razem i osobno.

Kończę właśnie drugi rok studiów. Studiów, które dla osoby nudnej stanowią koszmar. Nie lubię imprez, Facebook'a, epatowania swoim ryjem z prawej, z lewej, z grzywką na prawo, na lewo i błyskania literką "i" przy wyciąganiu czegokolwiek z torebki (iTampony! Pomysł na biznes!) - wobec czego nie nadaję się na popularną dziewczynę. Nie widzę też potencjalnej kariery i długich godzin rozkoszy ukrytych między stronicami podręcznika, a także nie uważam, że piwo to siki szatana, więc nie przystaję z kujonami (no co, nikt nie mówił, że ludzie nieposiadający znajomych są mili, tylko nieśmiali. Mizantropi łączcie się... albo jebcie się. [tak, wiem, że mizantrop przejawia niechęć również do siebie - piszę, zanim poleci hejcik uświadamiacz]).

mizantropia
Tak czy siak, człowiek, jakby nie lubił swojego gatunku, mimo wszystko jest zwierzęciem stadnym. A nie utrzymując kontaktu ze stadem zaczyna gadać do zakrwawionej piłki.
Dlatego studia były dla mnie ciężkim okresem. Nie dlatego, że stanowią wyzwanie, wręcz przeciwnie, są przygnębiająco niewymagające i niewnoszące niczego do życia (wydaje mi się zresztą, że to cecha większości wyższych uczelni). Tak czy siak byłam w bardzo złym stanie psychicznym i rozumiem, że Słoniowi ciężko było to wytrzymać.

I może dlatego, a może z innych przyczyn, podjął pracę w KFC. Podjął i w niej przepadł.

Chcąc go odzyskać - o czym w kolejnym poście pod roboczym tytułem: "Każda kobieta jest szurnięta. Pogódź się z tym albo zostań gejem" - usiłowałam porozmawiać z nim na poważne tematy, bo dawno tego nie robiliśmy. Zatonęliśmy w bzdetach dnia codziennego.

Nie wiem, czy znasz Steve'a Harvey'a - facet prowadzi amerykańską Familiadę (która jest booska, naprawdę polecam, wpisz na YouTube Family Feud), a ponadto napisał poradnik "Act like a lady, think like a man" (Bądź damą, myśl jak facet), w którym tłumaczy babom, jak myśli chłop. I na podstawie tej książki powstał film, skąd znam pytanie, do zadania na pierwszej randce: "Jakie są Twoje cele długo i krótkoterminowe?".

Odnośnie Family Feud:

https://www.youtube.com/watch?v=YHnhbEzJAS8

Zadałam to pytanie Słowniowi. Co się okazało? Nie ma żadnych. Żadnych planów!

Chciałby wygrać w totka 40 milionów, nakupować sobie dużo ładnych ciuchów, szytych na miarę garniturów, szybkich samochodów i kilka razy w tygodniu przyjść do pracy do KFC, żeby nie stracić kontaktu ze światem.

Tak, tak powiedział.

A ja zaczęłam się zastanawiać, dlaczego w takim razie zakochałam się w tym człowieku?
I zdałam sobie sprawę, że kiedyś taki nie był. Gdy się poznawaliśmy (przez Internet), miał pasje, znajomych, czytał różne artykuły i rozmowy z nim były fascynujące. I dlatego zakochałam się w nim, jeszcze zanim go spotkałam. Tak, właśnie tak. Mógłby być starym dziadem, kobietą albo psem, a ja i tak bym go kochała. Okazało się, że nie kłamał, nigdy nie kłamał, nawet pisząc ze mną - wtedy - na GG. I za to kochałam go jeszcze bardziej.

Ale czy kocham nadal? No właśnie. Trudno jest kochać kogoś, kto nie czuje tego samego, kto nic nie czuje. Kto stanowi wydmuszkę człowieka. Bo gdy zaczęłam o tym myśleć, zdałam sobie sprawę, że on nie tylko stracił swoje plany. Stracił wszystko - znajomych, hobby, aspiracje. Tak jakby sensem jego życia stały się kurczaki.

Byłabym hipokrytką, gdybym rzuciła go z tego powodu - jeszcze pół roku temu sama wyglądałam podobnie. Ale wyszłam z tego. Nie potrafię powiedzieć jak, po prostu nastąpił impuls, który zmusił mnie do działania (właściwie to potrafię, ale był to idiotyczny impuls. Może opiszę go kiedy indziej). I dlatego wiem, jak puste jest takie życie. I że można z tego wyjść. Chciałabym mu w tym pomóc, problem polega jednak na tym, że on tego nie chce...

Podesłałam mu jakieś artykuły, na interesujące go tematy. Zachęcam go, by robił to, co go uszczęśliwia, skoro już go nie ograniczam (zabierałam mu 1/3 czasu między pracą, a spaniem). Proszę, by mniej pracował - nie musi aż tyle siedzieć w pracy. Ma niepełny etat, a pracuje po 200 godzin miesięcznie. Może przesadzam, ale na pewno wyrabia więcej, niż cały etat.

Na razie nie studiuje. Nie planuje wyjechać. Mieszka z mamą. Twierdzi, że musi tyle pracować, by pomóc jej finansowo, ale kiedyś radziła sobie bez tej pomocy. Poza tym wydaje mi się, że wolałaby częściej go widzieć, niż mieć więcej pieniędzy - jak dzieci pracoholików...

Nie chcę uszczęśliwiać go na siłę, ale nie mogę patrzeć, jak marnuje swoją duszę. I dlatego poprosiłam by się odezwał, gdy już wróci do normalności. Nie wiem, czy to zrobi - czy wróci i czy się odezwie...

I wbrew pozorom - to nie był powód, dla którego postanowiliśmy się rozstać. Przynajmniej nie pierwotnie...

 

Jestem nudna

kpina_ze_swiata

Długo martwiłam się tym, że moje pasje nie są szczególnie pasjonujące. Że nie wychodzę z domu w piątkowe wieczory. Że nie mam znajomych, a tych, których zdobyłam, nawet nie lubię. Aż w końcu doszłam do wniosku: po co? Nie sprawia mi to frajdy. Czemu więc się wysilać? Czemu udawać, że jesteśmy fascynującą osobą, gdy prawda wygląda tak, że jesteśmy po prostu nudni?

Jeśli zaakceptujemy siebie, to nawet nuda może wciągnąć...

© Jestem nudna i dobrze mi z tym!
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci