Menu

Jestem nudna i dobrze mi z tym!

I piszę nie przejmując się słowami...

Jak robić, by się narobić?

kpina_ze_swiata

Nad ranem śnił mi się Hugh Grant, jeszcze w miarę młody, to już jest dobry początek dnia.

Znalezione obrazy dla zapytania hugh grant funny

Czasem śnią mi się filmy, widzę prawdziwych aktorów, jak grają w mojej głowie scenariusze dobrych powieści i chcę je napisać, żeby oni je mogli zagrać. Tak jakby moja podświadomość zaganiała mnie do roboty, mówi do mnie dawaj mała, chcesz pisać, masz o czym.

A ja jej nie daję, więc potem mamy ciche dni, kiedy śni mi się jakiś niezrozumiały, niemożliwy do zapamiętania bełkot.
Bo jadę do pracy i nie piszę, pisanie na telefonie męczy mnie że strach, poza tym idąc do metra muszę być choć trochę przytomna, a o to trudno rano, a jak się wyparowuje do swojego świata, to tym bardziej. Ale całą drogę układają mi się w głowie dialogi i są to dialogi, a nie głosy, przywilej pisarza, każdą nerwicę czy psychozę możesz nazwać weną i ją wykorzystać.

A potem w pracy mi się nie chce. Nawet jak coś piszę i to się dosłownie samo tworzy i może nawet nadaje się na coś więcej niż papier toaletowy, może na coś więcej niż literatura toaletowa, to pisząc w robocie czuję jakiś taki smutek i obrzydzenie do samej siebie, jakby to było... rzemiosło a nie sztuka? Nie wiem, ale to okropne, bo pisanie jest moją ulubioną czynnością. A teraz mam wrażenie, że ją brukam.

W domu nie piszę, bo jakoś szkoda mi czasu. Jestem zbyt szczęśliwa. To brzmi dziwnie, ale jakoś tak jest. Bo mieszkam z facetem, którego kocham i który kocha mnie. A kiedyś sądziłam, że w starciu miłość-kariera, zawsze wygra u mnie to drugie...
Poza tym czasem jestem zbyt zmęczona po pracy, nawet jeśli nic się tu nie dzieje. To miejsce jakoś wysysa ze mnie energię i radość. Jadę wyspana, przekraczam próg czytelni i muszę wypić kawę. A potem mi oko skacze, zaczęło po kilku miesiącach pracy tutaj. Już jakiś czas biorę magnez z potasem, a ta żyłka znów zaczęła dygać.

Weekendy mijają super. Wychodzimy, spotykamy się ze znajomymi. Wieczory też, jemy, gotujemy, ja sobie ćwiczę. Jak ćwiczę, to nie wpadam w depresję. No chyba, że siadam za ladą.
Może chodzi o to, że nie mam żadnych zadań w tej pracy. To dla mnie dziwne. Lubię coś robić. Jak wprowadzam książki do bazy - choć tego nie znoszę - to doświadczam jakiegoś takiego poczucia sensu, dobrze wykonanego zadania i dumy. Choć to tylko podręcznik o hodowli bydła, do którego pewnie nikt nie zajrzy.

A i ostatnio przedłużyli mi umowę, nie dając przy tym obiecanego awansu. Świruję, że może to dlatego, że mam wyjebane. I zaczynam mieć wyjebane jeszcze bardziej, bo po co się starać, skoro nikt tego nie docenia. Gdy kadrowa przyniosła mi tę umowę do podpisu, na tym samym stanowisku, tylko na czas nieokreślony, zaczęłam szukać innej pracy. Nie po to, żeby zmienić ale jakby tak... po złości?

Chcę już stąd wyjść i wrócić do domu, do miłości i do Netflixa...

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Kagirinai] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Coś w tym jest... też z jakiegoś powodu najbardziej dla mnie są męczące w pracy momenty, gdy nie wiem, co robić -- nigdy u mnie przynajmniej nie jest tak, że nie ma co robić, ale czasem się koordynacja zacina i pozostaje czekać na zależności. W sumie dlatego, że nawet jeśli nie bardzo jest co robić, to nie można się za bardzo skupić na prywatnych rzeczach, bo jak etat to etat. Trochę bez sensu.

    Ale co poradzić, taka organizacja społeczna. Nadal praca zdalna z domu i takie tam to niewielki ułamek, i oczywiście niezbyt stosowalny do prac wymagających kontaktu z klientami-petentami, czy co tam. Pozostaje utrzymywać się z pisarstwa ;-)

© Jestem nudna i dobrze mi z tym!
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci