Menu

Jestem nudna i dobrze mi z tym!

I piszę nie przejmując się słowami...

Na chwilę człowiek pożyje...

kpina_ze_swiata

Siema!
Mogę tak pisać, bo to mój Blog i tutaj wszystko mi wolno (nie to, że ogólnie w życiu się ograniczam i traktuję je tak, jakby mi czegoś nie było wolno, nawet jeśli zabrania mi tego choćby taki wymysł jak moralność czy jakieś tam prawo. Jak nie wolno, to szybko)
Znalezione obrazy dla zapytania jeśli czegoś nie wolno a bardzo się chce to można
...a poza tym, BYŁAM NA WOODSTOCKU!!!
Nie obraź się o tego capslocka, wyobraź sobie co przeżywała Goplana, gdy pisałam jej tak przez dwa tygodnie, kilka razy dziennie.

JEDZIEMY NA WOODSTOCK!!!!!!!
AAAAAAAA!!!!!
KURWA!!!!!!!!

Szósta rano, a tu Kpina wstała i drze klawiaturę, że jedziemy na Woodstock. Za dziesięć dni. Dziewięć, osiem... A teraz czekamy rok na kolejny.
Woodstock jest fantastyczny. Jedyny w swoim rodzaju. Inny świat. Aż mi się płaksiać chce, kiedy pomyślę, że już się skończył. Choć nawet już w pociągu przestała panować ta cudowna atmosfera, a z ludzi zaczęła wychodzić warszawka. Ale to i tak najlepsze, czego w życiu doświadczyłam. Może kiedyś opiszę cały wyjazd… w jakichś siedmiu wpisach, bo przez rok nie spotkało mnie tyle przygód co przez ten weekend. Ale na razie skrót newsów, bo nie pojawiałam się tu ze sto lat! Wiem, wiem, o ja niedobra, a mam, a mam, lubię to suko.

Dobra, zacznę chyba od najważniejszego: zostałam bibliotekarką. Tak. Robię to, do czego się wykształciłam. I wiesz co? Świetnie się do tego nadaję. Umiem bez narzekania wytrzymać cały dzień siedząc na Facebooku, czytając komiksy w Internecie i książki. I uwaga: pisząc. Tak, zaczęłam pisać coś, co może kiedyś odważę się wysłać do wydawnictwa. Ale najpierw to skończę. A potem upiję się do stanu, w którym człowiek stwierdza, że pisanie do byłego w środku nocy to fantastyczny pomysł. To znaczy, jak dla mnie nie ma nic dziwnego w kontaktowaniu się sobie z byłym. No chyba, że odzywa się Pan Słoń, który “napisał do dziewczyny, z którą kiedyś dobrze mu się rozmawiało". Serio, Pan Słoń wyjechał do mnie z właśnie takim tekstem. Niesamowite jest to, że totalnie nic już do tego człowieka nie czuję. Nawet sympatii. Nie wiem czy zawsze był taki dziwny i irytujący, a ja się w nim głupio zakochałam i tego nie dostrzegłam. Czy zmienił się w kogoś takiego? Tak czy siak, stał mi się zupełnie obcy. Bo kurczę, jeśli ktoś musi pisać do byłej, bo nie ma z kim rozmawiać, to jest po prostu smutne. I żałosne. No chyba, że ktoś się przyjaźni z byłym, jak ja z Kamilem. Fakt, nie znasz Kamila. To barman z mojej starej pracy. Spotykałam się z nim, uwaga, dwa tygodnie. Co za gimnazjum! Podobało mi się, wreszcie poczułam się szczeniacko. Brakowało mi tego, bo przez całą szkołę nikt się mną nie interesował.

Kamil też zasługuje na kilka osobnych wpisów. Serio, długo mnie tu nie było.
A czemu Kamil to Kamil, a nie np Krokodyl (cholera, Krokodyl do niego pasuje), Koala (em, Koala też. To może Ci dawać pewien obraz tego jak złożoną [czytaj: popieprzoną] osobą jest Kamil) czy Paź Królowej? Bo już nie mam ochoty traktować mężczyzn jak zwierzęta.

Wrócę jeszcze do Pana Słonia - nie, nie zmierzam do niczego konkretnego, mogę tak skakać z tematu na temat - do tego stopnia nic do niego nie czuję, że nie martwię się nawet, iż pewnie to przeczyta. Bo dostał adres mojego bloga od Pierduśki. Wyborne zagranie, moja droga, faktycznie poczułam ukłucie czegoś, kiedy oświadczył mi, że domyślił się paru pseudonimów. Słoń wie, że spałam z Borsukiem. Że myślałam o ogolonych jądrach Żurawia (jeśli to Twój pierwszy raz na moim blogu to… chyba lepiej nie wnikaj. Bo już się nie wygrzebiesz…)

A propos Pierduśki (tak, Kpino, to genialny pomysł by zmieścić pięć miesięcy milczenia w jednym wpisie, szczególnie kiedy się jest debilem-wariatem i co dwa dni spotyka Cię idiotyczna przygoda z własnej winy i woli) napisałam do niej list. Na kartce, taki oldschool. Dobra, żarty na bok, i tak wiesz, że ukrywają zdenerwowanie.
Zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nigdy jej nie przeprosiłam. A ona na to zasługuje. Zasługuje na wszystko, co najlepsze. I była za dobra dla mnie. I dla Kuby. Tego imienia mogę użyć swobodnie, bo i tak wszyscy, którzy mieli go nie znać już je poznali.

Mam nadzieję, że Pierduśka jest szczęśliwa. A co do Kuby… cóż, wciąż go kocham. W jakiś kretyński, autodestrukcyjny sposób. Choć nie zapomniałam, jak koszmarnie wyglądał nasz związek. Ale, będąc na wczasach z jogą (stałam na głowie!), podczas medytacji zrozumiałam, że mogę go sobie kochać, nawet jeśli nie mogę z nim być. I to nie stanowi powodu do smutku. Bo ta miłość jest dobra, choć zbudowana na bardzo złych fundamentach. Jak dom, który się zawalił, ale jego mieszkańcy naprawdę się kochali.
No i wiesz… dom zawsze można odbudować…

Zamierzałam tu skończyć, ale po przeczytaniu swoich wypocin stwierdziłam, że nie są aż tak długie i jeszcze coś tu wcisnę. Otóż podczas medytacji spotkałam swoją duszę. Tak, widziałam ją. Wygląda tak jak ja, tylko ma oczy jak dwie drogi mleczne. Nie widać ich, bo ukrywa je pod okularami przeciwsłonecznymi, nosi czarną skórę, białą sukienkę i wianek na głowie. Gra na saksofonie i cały czas je niekończącą się kanapkę z chlebem tostowym, szynką i sałatą. Kiedy gra, wkłada ją do saksofonu, a kanapka lata wszędzie wokoło. I moja dusza jest troszkę chujem, ale tak w sumie to spoko. Wie sporo rzeczy, które mój mózg przede mną ukrywa. Jeszcze kiedyś z nią porozmawiam, gdy będę napotkam na swej drodze jakiś problem. Tyle że na razie nie napotykam (hejterzy: jeszcze!). Żyję sobie w tralala, nie wiem jak długo to potrwa, bo nie oszukujmy się, to przecież ja. Dziś spędzę wieczór sama w butelce i zacznę beczeć, że mężczyźni chcą mnie tylko do robienia loda i deseru, buuuu. Zobaczysz. A jeśli nie… to przygotuj się na więcej takiej radosnej Kpiny. Radosna Kpina. Oksymoron.

A na zakończenie, oto potwierdzenie mojego zawodu (choć, raz nie miłosnego, ha ha… ha.):

Tak, wypożyczyłam to wszystko, plus jedną powieść zostawiłam w robocie. Najlepsze, że na co dzień pracuję w czytelni naukowej, a w tej stercie znajdują się tylko trzy naukowe książki. Resztę przytachałam do domu po dwóch dniach spędzonych w innej filii.

Specjalnie zrobiłam zdjęcie tak, żeby dało się zobaczyć tytuły. Bo wiem, że dużo osób czuje tak jak ja: gdy lubi kogoś w Internecie, to zmienia się w stalkera i chce go poznać z KAŻDEJ strony. Przynajmniej pragnę wierzyć w to, że nie tylko ja się tak zachowuję. I nie tylko z ludźmi w Internecie. I że nie tylko ja sprawdziłam w bazie czytelników wszystkich moich współpracowników, żeby wiedzieć kiedy się urodzili i gdzie mieszkają. No, przecież, że nie tylko ja. Prawda?...

Uważaj, gdzie wypożyczasz książki. Bibliotekarz też może się okazać stalkerem. Kampania społeczna. Na plakacie goła Kpina przyklejona do szyby. Gdyby rozwieszać takie plakaty w autobusach, trzeba by tam było znacznie częściej sprzątać...

© Jestem nudna i dobrze mi z tym!
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci