Menu

Jestem nudna i dobrze mi z tym!

I piszę nie przejmując się słowami...

Odprężenie w nudzie

kpina_ze_swiata

Zaraz po zerwaniu, mam zawsze ochotę robić wszystko na przekór mojej przeszłości. Przeszłości z tym kimś.
Będąc ze Słoniem zamknęłam się w rutynie, uzależniłam od niego, przywykłam do jego fiuta. Nie znałam nic poza nim. Kiedy się rozstaliśmy, chciałam to zmienić, chciałam zakosztować młodości w takim wydaniu, które odbierało mi wczesne narzeczeństwo. Dlatego bardzo potrzebowałam się puszczać i robić inne złe rzeczy. To jednocześnie mnie niszczyło i leczyło, musiałam nisko upaść, by odbić się od dna.
Teraz zakończył się mój kolejny związek. Kończył się właściwie od jakiegoś czasu, od czasu gdy zdałam sobie sprawę, że będąc sama robiłabym dokładnie to samo. Nauczyłam się wtedy sama wychodzić, bardziej używać życia, bez mazania się w jego wydzielinach. Chodziłam na samotne spacery, do kina, na zakupy, do muzeum. I czułam się z tym świetnie, byłam z siebie dumna.

Kiedy z kimś zerwiesz, a otaczasz się wspaniałymi koleżankami, to nagle wszystkie bardzo starają się podnieść Cię na duchu, ale tak, byś tego nie zauważyła. Dlatego byłam w restauracjach i klubach, co tydzień, dwa dni pod rząd, szastałam kasą, której na koniec miesiąca już nie miałam i bawiłam się wspaniale. Tym razem mogłam już naprawdę czerpać przyjemność z tańczenia, bez szukania w klubie choć jednego napalonego zboczeńca, który wgapiałby się w mój tyłek. Już się wyszalałam pod tym kątem. Teraz chciałam dalej korzystać z mojego przywileju młodości, ale takiej bardziej dojrzałej. Liczyłam na to by po prostu pożyć sobie, myśląc przy tym racjonalnie.

Kiedy jednak moje koleżanki dostrzegły, że nie trzeba mnie trzymać za rękę podczas zapłakanych wizyt w toalecie, ulotniły się do swoich młodości, swoich żyć i swoich miłości. Skoro wiadomo, że się nie rozkleję, nie trzeba już udawać, że wszyscy faceci to dranie.

I teraz nastał dla mnie taki dziwny okres, gdy znów z nikim nie wychodzę, siedzę w domu, trwonię czas, upijam się w samotności, ale wszystko to już bez napięcia, że oto jestem żałosna, że powinnam ćwiczyć, integrować się z ludźmi, pić z kimś, kto najlepiej mi ten alkohol postawi, a potem ja postawię jemu. Nie. Jestem sobie nudna, leżę na łóżku, oglądam koty w Internecie i wiem, że tego mi właśnie trzeba. Choć to dokładnie to, co przez niemal rok robiłam w związku.
Są chwile, gdy zaczyna mnie to przytłaczać. Brak zajęć. Brak osoby, do której można pisać głupie teksty.
I napisałam do Żbika.
Haha, tak, popełniam te same błędy. To znaczy chciałam. Bo Żbik siedzi na L4 z powodu problemów psychicznych. Miał, cytuję "epizod psychotyczny albo zaburzenia lękowe".
To oficjalne. Wybieram mężczyzn, którzy są świrami. Logiczne, z normalnym bym się nie dogadała.

Troszkę szkoda, bo zdałam sobie sprawę, że zjebałam relację z nim. Byłam wtedy naprawdę popieprzona i spanikowałam, gdy okazało się, że dobrze idzie, za dobrze, że coś może z tego być, coś więcej, bliżej, za blisko, ratunku, duszę się. Ta myśl nie przypłynęła do mnie w stanie alkoholowego zamroczenia samotnością, nie. Ta myśl przychodziła do mnie bardzo często w ciągu ostatniego roku, natrętna i nękająca. Uporczywa. Stwierdziłam, że jak nie spróbuję, to nigdy nie będę w stanie o nim zapomnieć.
Spróbowałam. Ale on jest teraz w kiepskim stanie. Ja, ponieważ mam problem z nadmierną matczyną teresownością, byłam gotowa w to grać, jakoś go wspierać. Ale nie odzywa się. Po tej jednej rozmowie i kilku próbach z mojej strony, u niego cicho. Rozumiem, że ma trudny okres. I możliwe, że ten okres potrwa całe życie.
Być może dobrze wyszło. Po co pakować się w te wszystkie emocjonalne huśtawki, kiedy sama jestem dosyć niestabilna. Ale myśli chyba nadal będą uporczywe...

Szczerze, to nawet wygodne. Obrzydły mi już trochę relacje z mężczyznami. To, że czegoś od nich oczekuję, rzeczy w moim mniemaniu normalnych, a potem się zawodzę. To, że na początku wszyscy się starają i chcą nieba przychylić, a potem musi ci wystarczyć zwykła przyziemność. To, że bardzo często będąc z kimś, czuję się sama.
Wolę więc zatapiać się w swoich myślach, fantazjach, wyobrażeniach i na razie nie szukać miłości. I nie czekać, aż ona mnie znajdzie. Myślę, że to całkiem przyjemny sposób na życie. I na szukanie inspiracji do pisania.
Bo tak, rozważam pisanie. I nawet trochę piszę. Powoli. Cii...
Podobno najlepsze pomysły pojawiają się wtedy, gdy się człowiek nudzi.
Gdzie te internetowe koty? Czas pobyć nudną...
Tęskniłam za tym.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [wujas777] *.dynamic.gprs.plus.pl

    To jest napisane INACZEJ. Jeszcze nie wiem czy będzie mi się podobało. Czekam na ciąg dalszy. To chyba pisało jakieś stare 3dziesto kilku letnie babsko?? Bez obrazy "stare panie" - moja być jeszcze starsza. I moja czekać. Na więcej.

© Jestem nudna i dobrze mi z tym!
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci